Przejdź do głównej zawartości

Posty

"Dzika grusza" - 9. FKA! Część druga.

Nuri Bilge Ceylan zachwycił mnie „Zimowym snem”, do którego wracałam dwukrotnie. Wolne tempo, niewielka ilość dialogów, emocje kipiące z ekranu mimo bardzo oszczędnej formy – wysublimowana całość. Slow cinema, w którym każdy element jest przemyślany, każdy gest ma znaczenie – albo zaczaruje, albo zniechęci. Nie wspominając już o cudownych, zimowych pejzażach i atmosferze, w której aż czuć Turcję. Do tej pory aż trudno mi uwierzyć, że „Dzika grusza” została stworzona przez tę samą osobę. Zaczęło się dość interesująco. Zostajemy wprowadzeni w historię, poznajemy bohaterów. Co ciekawe, są oni niejednoznaczni. Wchodzimy więc w nowe środowisko i eksplorujemy je. Jednak po jakimś czasie pojawia się zgrzyt za zgrzytem. Ujęcia są nienaturalne, co w zamyśle miało zapewne urozmaicić formę, nadać jej poetyckości i wytrącić widza z jego przyzwyczajeń. Niestety dystansuje ona od obrazu, co więcej, robi to w bardzo nieprzyjemny sposób. Zabiegi te nasuwały skojarzenia z kimś, kto usilnie stara się z…
Najnowsze posty

"Thelma".

Dziś recenzja filmu, którego projekcja miała miejsce na Festiwalu Kamera Akcja :) „Thelma”. Opowieść o dziewczynie, która z małej miejscowości przenosi się do dużego norweskiego miasta tętniącego życiem. Dziewczynie, która opuszcza swych rodziców i wkracza do nowoczesnego świata. Z czasem okazuje się, iż różni się ona od rówieśników. Z pewnością uznać można ten film jako wielowymiarowy. Nie ogranicza się do ukazania zdolności dziewczyny czy wkraczania w nowe, odmienne środowisko. Porusza te kwestie, jednocześnie portretując jej rodziców – w szczególności ojca – co stanowi przyczynek do rozważań na temat religii czy nawet religijnego fanatyzmu, a także relacji między dzieckiem a rodzicem.  Jest to obraz, który snuje się, płynie. Kamera podąża za Thelmą, pozostawiając jednak pewien dystans, który czyni z widza obserwatora. Zostaje on jednak skutecznie wciągnięty w wir wydarzeń i prowadzony przez twórców. Nie brakuje tu zsubiektywizowania, które ujawnia się w szczególności w trakcie wizji …

9. FKA!

Festiwal Kamera Akcja to zawsze niesamowite wydarzenie :) Nie tylko ze względu na projekcje filmów, które na przykład też nigdy nie wejdą do polskich kin i pozostaną w obiegu festiwalowym, ale też spotkania z ludźmi filmu. Panele dyskusyjne umożliwiają zyskanie zupełnie nowego punktu widzenia na określony temat. W tym roku weźmie w nich udział Thomas Elsaesser czy Agnieszka Holland. Rozmowy dotyczyć będą między innymi przemocy w kinie i zmysłów kina. Chciałabym jednak skoncentrować się na projekcjach filmowych. 
Zacznę od filmów, które miałam okazję obejrzeć i z całego serca polecam Wam już teraz wybranie się na seans, jeśli jeszcze na nim nie byliście :) 
Pierwszym z nich jest „Whitney”. Film biograficzny, który zachwyca balansowaniem między surową treścią a wysublimowaną estetyką. Twórcy przeplatają wyznania bliskich wokalistki z materiałami archiwalnymi i snują opowieść na tle zmieniającej się sytuacji społeczno – politycznej. Obraz przepełniony niedopowiedzeniami, poruszający, ni…

O Gustawie!

Są historie, które choć krótkie, mają w sobie tyle uroku i tyle ciepła, że chce się do nich wracać i wracać bez końca! Budzą tyle miłych emocji, że pozostają niezapomniane. Nie potrzeba też długich wstępów prezentujących bohatera. Udowadnia to w swoich książkach Guido Van Genechten. Świetnie, że wydawnictwo Adamada zdecydowało się wydać tę książkę :)  Pamiętacie „Trzy małe duszki” – animację, która pojawiała się w paśmie „Bajkowe kino” na kanale TVN? :) Tamten obraz duszków był bardzo przyjazny. Przyjaźniły się z dziećmi, miały niesamowite przygody. Szczególnie dobrze wspominam historie duszka kucharza – Bumpera. Gotował takie pyszności! :) 

W książce Guida Van Genechtena także poznajemy pewnego przyjaznego duszka. Gustaw, który już od urodzenia był wyjątkowy, wyróżnia się nie tylko swoją różową barwą. Na szkolnych zajęciach okazuje się, że nie radzi sobie na zajęciach ze straszenia. Choć stara się jak może, jego straszenie wywołuje jedynie śmiech kolegów i złość nauczyciela. W związku …

Niezwykłe przygody Lilki, czyli "Historie zamiecione pod dywan"

Dziś recenzja książki autorstwa Agnieszki Zimnowodzkiej „Historie zamiecione pod dywan” :) Kiedy zobaczyłam tę książkę wśród zapowiedzi, od razu stwierdziłam, że chętnie ją przeczytam i zrecenzuję. W pierwszej chwili pomyślałam o przedmiotach, których odnalezienie stanie się przyczynkiem do stworzenia fantastycznych historii. Zastanawiałam się nad tym, czy autorka poszła w kierunku nostalgii czy raczej kreowania zupełnie nowych przygód. Okazuje się, że wybrała drugą możliwość. Dziewczynka o imieniu Lilka gromadzi całe mnóstwo przedmiotów pod dywanem w swoim pokoju. Za każdym razem kiedy sięga po rzecz, która się tam znajduje, przenosi się w inną rzeczywistość i staje się uczestniczką różnych przygód. Jest to misz – masz. Poznaje ona obcą kulturę, trafia do nieco surrealistycznej przestrzeni jak ze snu, a nawet przenosi się z bratem do jednej z możliwych wersji przyszłości. Czy brzmi to zachęcająco? Tak! Pomysł jest naprawdę interesujący. Co jednak z wykonaniem? Historie są bardzo krótk…

Niepokonana Harriet!

Po długiej przerwie przyszedł czas na kolejną recenzję! Tym razem zabrałam się za książkę autorstwa Ursuli Vernon, „Królewna Chomik. Harriet Niepokonana”. Chciałabym na wstępie zaznaczyć, że mam co do niej mieszane uczucia. Książka ta, adresowana do czytelników w wieku powyżej lat 9, wpisuje się w zjawisko kultury remiksu i nurt feministyczny coraz częściej obecny w literaturze dla najmłodszych. Autorka wykorzystuje znaną wszystkim opowieść o Śpiącej Królewnie, modyfikuje jednak jej linię fabularną i oczywiście zmieni
a bohaterów. A więc zamiast „Złej Czarownicy” zazdrosnej o młodość i piękno Królewny, mamy Szczurozjawę, która z niewiadomych przyczyn (najprawdopodobniej w celu utrzymania swej pozycji na liście „Najpaskudniejszych Myszy Wszechczasów Dziennika Myszowróżek”) rzuca klątwę na Królewnę Harriet. Zamiast dzielnego księcia, który budzi ukochaną pocałunkiem i odczarowuje w ten sposób zły urok, otrzymujemy historię o dziarskiej, nieustraszonej królewnie żądnej przygód, chcącej ni…

Alternatywna interpretacja filmu "Tamte dni, tamte noce"

Dziś napiszę o najprawdopodobniej najbardziej kontrowersyjnym z nominowanych do Oscara obrazie. „Tamte dni, tamte noce”, który wyreżyserował Luca Guadagnino. Nie będzie to klasyczna recenzja, przypominać będzie raczej analizę. A przede wszystkim chciałabym przedstawić Wam zupełnie inną od najpopularniejszej interpretacji tego obrazu, która pojawiła się w mojej głowie po seansie.  Większość widzów postrzega ten film jako opowieść o miłości kiełkującej między dwojgiem ludzi. Można go tak potraktować. To, czy postrzegają ją negatywnie, czy pozytywnie, chciałabym odłożyć na bok, a skoncentrować się na czymś zupełnie innym. W tej optyce, byłaby to opowieść, choć urzekająca wizualnie, posiadająca swój klimat, niestety jednowymiarowa. Nieco kiczowata, o banalnej tematyce i mająca zszokować widza przekraczającymi pewne granice scenami. To jednak tylko jedna z propozycji takiego odczytania tego obrazu. A gdyby przyjąć, że ta opowieść traktuje o czymś zupełnie innym, a z miłością ma tak naprawdę…